niedziela, 9 listopada 2008
Park Szczytnicki
“Jesień”
Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia
Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu
I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
Edward Stachura
listopad we Wrocku...

Taką właśnie jesień kocham. . . jesień mieniącą się barwami złota. . . jesień pełną słońca. . . symfonię radosnych kolorów, w które przyobleka się cały świat. . .
. . . kocham mój mały azyl – ogród w centrum wielkiego miasta. Za murami ruch, hałas. Za murami wszyscy gdzieś biegną. . . A tu? Tu życie płynie swoim własnym tempem. Niedzielne popołudnie przeciąga się leniwie, czas rezygnuje na chwile ze swojego szaleńczego biegu. . . wszystko tu takie spokojne, takie bajkowe. Siedzę na kamieniu próbując złapać ostatnie ciepłe tchnienie listopadowego słońca. Złote drzewa przeglądają się w tafli wody, wiatr delikatnie rozczesuje warkocze rudych liści. . . Wszystko to tylko o krok od tego całego miejskiego zgiełku. . . o krok, a jednak tyle wystarczy, by móc wsłuchać się w szum fontanny, wystarczy by uciec przed miastem. . .
. . .dobrze jest choć na chwilę uciec od świata, znaleźć sobie ławkę w koncie małego raju i po prostu trwać. . . trwać nie myśląc o niczym i nikim, tylko chłonąć to co wokół, by potem w długi zimowy wieczór móc odkopać w pamięci wspomnienie tego słonecznego, jesiennego popołudnia. . .
kocham taką jesień…
Subskrybuj:
Posty (Atom)
